Lubliniec - Ocalić od zapomnienia

enfrdeitptrues

Sześciu Wspaniałych Kuźników

Sześciu Wspaniałych Kuźników Rosną jeden obok drugiego, w równym rzędzie, jednakowo rosłe, zdrowe, wielgachne, i budzące respekt. Dęby i klony, jak wojsko. Słynni drzewni kuźnicy z najbliższej okolicy – dużego i znaczącego centrum hutniczego, powstałego w Kokotku, Pustej Kuźnicy, Posmyku. To właśnie o nich, kuźnikach znad Małej Panwi pisał w swym dziele „Officina ferraria albo huta i warstat z kuźniami szlachetnego dzieła żelaznego” Walenty Roździeński. Tak, to tutaj można odnajdywać ślady tamtych zamierzchłych czasów. Paradoksalnie, nadając drzewom miano kuźników, trochę prześmiewczo rozprawiam się z tą historyczną wzajemną relacją drzew i kuźników.

Bo jak hutnicy, to dewastacja lasów, masowa ich wycinka, a w piecach najlepiej paliły się między innymi właśnie dęby, buki, jesiony i graby. Taki piec rocznie zużywał ok. 27000 metrów sześciennych drewna, a właściwie wyprodukowanego z niego węgla drzewnego. Każdy piec miał swego mistrza, który pracą kierował. Wracając do tych Sześciu zuchów – są wśród nich wytapiacze, gichciarze, kowale, koszytarze i kurzace, z niemiecka nazywani węglarzami. Ci ostatni wypalali węgiel drzewny. Oni też zaliczali się do fachu kuźników. A ci z kolei, nie pracowali oczywiście w kuźni, nie podkuwali koni, tylko pracowali przy wytapianiu surówki z rudy, w wielkim, wysokim piecu ( który zastąpił dymarkę). Tę surówkę w wyniku dalszych procesów przetwarzano w wszelkiego rodzaju wyroby żelazne. Hutnictwo na tym terenie to kolejny milowy krok w rozwoju nie tylko osadnictwa, ale i początek urbanizacji, a wraz z nim rozkwitu administracji, sądownictwa, szkolnictwa i różnego rodzaju rzemiosła w najbliższej okolicy. Kiedy kuźnictwo z tych ziem zanika w XVIII stuleciu i z początkiem XIX w., lasy ponownie się odradzają, znów rozbrzmiewa w nich śpiew ptaków, a one same przestają brzydko kopcić, za to czuć w nich zapach sosen, kwitnących lip, wiązów, jesionów, tarniny, czeremchy. Odnajdujemy tu uchronione od wycinki prastare dęby. Uff, co za ulga, uniknęły smutnego losu i mają się do dziś zupełnie dobrze. Choć nie wszystkie. Niestety, dwa z naszych Kuźników nadgryzł ząb czasu. Dolne gałęzie połamane, uschnięte, nie zakwitły pąkami, na drugim drzewie więcej obumarłych konarów i dopiero gdzieś w górze widać zdrowe gałęzie. A i rozwijające się liście nie mają dorodnej zielonej barwy. Wymagają opiekuńczego oglądu, reperacji nadwątlonej kondycji. Potrzebują pomocy. Myśląc o tej okolicy, spoglądając z grobli na ogromny staw Posmyk, nie można pominąć, zapomnieć o roli jaką, dla rozwoju Doliny Małej Panwi odegrali przedstawiciele „szlachetnego dzieła żelaznego”. Sześciu Kuźników z grobli będzie nam przypominać o tej historii.

Tekst i zdjęcia:
Elżbieta Sokołowska