Lubliniec - Ocalić od zapomnienia

enfrdeitptrues

W poszukiwaniu śladów wiosny, rezerwat Jeleniak Mikuliny

Wycieczkę zatytułowaną w poszukiwaniu śladów wiosny rozpoczynamy nad Zalewem Droniowickim przy Gimnazjum nr 2. Bardzo zmieniło się to miejsce na przestrzeni wieków. Jeszcze niedawno znajdowały się tu  nieużytki, gdyż teren zajęty był głównie przez podmokłe łąki zwane „farskimi” (od właściciela terenu). Poznaczone  były niewielkimi gliniankami, które niegdyś wykorzystywano gospodarczo, a w jaki sposób o tym napiszę innym razem. Dzisiejszy Zalew Droniowicki to zbiornik utworzony w 1969 roku. Jego tamę wykonano przy częściowym wykorzystaniu pozostałości grobli istniejącego dawniej stawu zasilającego koło młyńskie. Młyn znajdował się tu już od czasów średniowiecza, a zwany był od jego ostatniego dzierżawcy „Kotarowy”. Spłonął w pierwszej połowie XIX wieku i nie został odbudowany. Być może dlatego, że jego rolę przejął postawiony niedaleko stąd wiatrak, który zaznaczony jest na mapie z 1885 roku. Jego właścicielem był niejaki E. Bishoff, a po nim od roku 1905 Karol Łaptosch. Nie wiadomo dokładnie do kiedy wiatrak mielił zboże ale pewnym jest, że nie istniał już w 1922 roku.


Jeden z dwu lublinieckich wiatraków.
Ten - na skarpie nad brzegiem Lublinicy w okolicy dzisiejszego Zalewu Droniowickiego

Dziś nie ma młyna ani wiatraka, ale obok wspomnianej na wstępie szkoły znajduje się tu świetne miejsce rekreacji dla mieszkańców: plac zabaw, siłownia, boisko oraz raj dla fanów deskorolki skate park. Sam zalew jest natomiast miejscem odpoczynku i relaksu lublinieckich wędkarzy. W naszą podróż wyruszamy jadąc ul. Stawową wzdłuż brzegu tego zbiornika wodnego, zerkając w lewo w poszukiwaniu pierwszych oznak wiosny. Na pobliskich krzewach i drzewach brakuje jeszcze zielonych liści, ale pewne oznaki tej długo wyczekiwanej pory roku są już widoczne, a zwłaszcza słyszalne, gdyż ptaki nie dają nam zapomnieć, że okres zimowy mamy już za sobą. Ulicą Stawową jedziemy do torów kolejowych, a następnie drogą polną dojeżdżamy do Droniowiczek. Tam skręcamy najpierw w prawo, mijając po drodze kapliczkę, a później na skrzyżowaniu w lewo kierując się w stronę fermy drobiu i dalej do leśniczówki „Łopian”. Obok niej rośnie kilka potężnych dębów, których zresztą zobaczymy jeszcze wiele na tej wycieczce.

Droga do wspomnianej leśniczówki wiedzie najpierw polami, następnie lasem, a po jej minięciu  został dosłownie kawałek i jesteśmy w Rusinowicach. Do tej miejscowości docieramy po kilkunastu minutach jazdy, tuż przy stacji kolejowej. Skręcamy w prawo i zgodnie ze znakami drogowymi jedziemy do miejscowości Piłka, a następnie obieramy kurs na Koszęcin. Dalsza część trasy wiedzie ponownie przez las. Docieramy do pierwszego miejsca, gdzie można na chwilę zejść z roweru i odpocząć – „Uroczysko Potempowe”.



"Uroczysko Potempowe"

Jak to bywa na uroczyskach w pobliżu znajdują się bagna i rozlewiska rzeki Leśnicy. Do lat 90 tych XX wieku stała tu leśniczówka, później została rozebrana. W jej miejscu postawiono wiatę i ławki. Panuje tu cisza i spokój, którą przerywają jedynie ćwierkające ptaki. W miejscu tym podobno pochowanych jest kilku żołnierzy napoleońskich wracających tędy po klęsce w Rosji. Historię tą usłyszałem od jednego ze starszych mieszkańców Lublińca, ale nie znalazłem nigdzie jej potwierdzenia. Po chwili odpoczynku na uroczysku kierujemy się w lewo do Koszęcina. Po kilku minutach jazdy docieramy do skrzyżowania w lesie, na którym skręcamy w prawo w drogę prowadzącą do miejsca zwanego „Randez Vous”. Zanim tam dojedziemy po drodze pokonujemy widzianą już wcześniej rzekę Leśnicę jadąc niedawno zrekonstruowanym mostem o nazwie „Rokosi Most”.


"Rokosi Most"

Docieramy do punktu widokowego znajdującego się na starej XVIII wiecznej grobli obsadzonej wiekowymi dębami i potężnymi sosnami. Warto tu na chwilę przystanąć by podziwiać widoki. Po lewej stronie grobli znajduje się piękne jezioro leśne o nazwie Siewniok ze znajdującą się na nim wyspą, zaś po prawej rezerwat przyrody „Jeleniak Mikuliny” cel naszej dzisiejszej wycieczki.


Na grobli stawu Siewniok

Do czasów międzywojennych obszar ten należał do księcia Karola Gotfryda von Hohenlohe. Później teren upaństwowiono, zaś sam rezerwat utworzono w 1957 roku. Obecnie powierzchnia rezerwatu „Jeleniak-Mikuliny” obejmuje 45 ha. Większa część, ponad 28 ha, to zarastające stawy, 11,7 to powierzchnia leśna, zaś 4,5 - torfowiska. Nazwa obszaru chronionego nawiązuje do nazw dwu znajdujących się tam śródleśnych stawów (lub jak kto woli: od jelenich rykowisk, a drugi jej człon odnosi się do nazwiska ostatniego właściciela jednego z pobliskich młynów niejakiego Mikuły). Występują  tu zbiorowiska leśne, wodne, szuwarowe i łąkowe. W rezerwacie oraz jego okolicach, naliczono 177 gatunków roślin. Część z nich to rośliny bardzo rzadkie i objęte ochroną. Charakterystyczne rośliny wodne, rosnące w rezerwacie, to grążel żółty i grzybień biały. Inne, tutejsze gatunki, to bagno zwyczajne, widłak goździsty oraz widłak jałowcowaty, a także charakterystyczne gatunki bagienne i torfowiskowe, jak bagnica torfowa i jeżogłówka najmniejsza. Co ciekawe występują tutaj także aż cztery gatunki roślin owadożernych. Pierwszą z nich jest rosiczka okrągłolistna. Ta drobna bylina, nie przekraczająca 20 cm wysokości, wabi lepką cieczą drobne owady, stanowiące jej przysmak. Niegdyś to ziele było używane leczniczo. Kolejne rośliny owadożerne to pływacz zachodni, pływacz drobny i pływacz średni. Liście tych roślin posiadają specjalnie wykształcone pułapki z ruchomym wieczkiem i otaczającymi go włoskami. Owad, który znajdzie się w pobliżu i niechcący trąci te włoski, uruchamia mechanizm, który wraz z wodą zasysa go do pułapki. A więc w związku z tym, że jest tu dosyć niebezpiecznie, nie wchodzimy na teren rezerwatu przyrody :)

Nie wchodzimy tam z jeszcze jednego powodu, a mianowicie znajdują się tu stanowiska lęgowe żurawi. Ptaki te obserwowane są w tym miejscu rokrocznie, nieprzerwanie od 1840 roku. Na terenie rezerwatu bytują również czaple, bączek zwyczajny, bocian czarny, perkozek, myszołów, puszczyk,  sikory oraz bardzo licznie kaczki.

Spośród ssaków, na szczególna uwagę zasługuje jeleń, mający tu swą legendarna już ostoję, złożoną z około 40 osobników. Występują tu też borsuki, kuny, nietoperze a także dziki, bobry oraz inne  zimnowodne gryzonie: karczownik i piżmak. Na końcu grobli znajduje się wspomniane miejsce zwane „Randez vous” gdzie znajduje się malutka chata myśliwska, wiata, stoły i ławy oraz miejsce na ognisko.

Warto tu także usiąść na chwilę. Można usłyszeć klangor żurawi, który niesie się z odległości nawet kilku kilometrów. W pobliżu „pracuje” też kilka dzięciołów, no i śpiewa mnóstwo ptaków, których nazw nie sposób wymienić. Kto wie może na niebie wypatrzymy też szybującego orła lub drona z nadleśnictwa:)? Jeśli się tak nie stało to zachęcam do powrotu w to miejsce. Może innym razem się to uda. Tymczasem czas na powrót do Lublińca.


Teren rezerwatu Jeleniak Mikuliny.
Oznaczono też miejsce biwakowe Randez Vous, oraz kierunek jazdy

Wracamy okrążając rezerwat. Mamy go cały czas po swojej prawej stronie. Obecnie na terenie rezerwatu prowadzone są prace obejmujące naprawę uszkodzonej w wyniku powodzi w 2010 roku grobli czołowej, oraz budowę nowego urządzenia spustowo - piętrzącego, tzw. mnicha. Prace będą obejmowały również naprawę tzw. przelewów burzowych, chroniących groblę przed rozmyciem. Jest to niezbędne w celu podniesienia poziomu wody w wysychających w ostatnich latach zbiornikach, co jest jednoznaczne z ratowaniem występujących tam roślin i zwierząt. Na wysokości grobli stawu Mikuliny spotkało mnie coś niezwykłego. Na drogę około 100m przede mną wyszło pięć dorodnych jeleni. Niestety zanim zdążyłem sięgnąć po telefon, żeby zrobić im zdjęcie czmychnęły w las. W powietrzu został tylko charakterystyczny zapach. Przyznam, że dotąd tylko raz widziałem na żywo jelenia (jedną sztukę) i był wtedy dużo dalej. No cóż... Tymczasem wracamy do domu przez Piłkę i Rusinowice. Przed cmentarzem w tej miejscowości skręcamy w lewo, następnie ul. Leśną i ponownie w lewo w ul. Lubliniecką.


Do Lublińca pozostało około 6 km drogi prowadzącej lasem. Całość trasy to mniej więcej 30 km czyli około 2 godzin bardzo spokojnej jazdy. Do tego należy doliczyć czas spędzony na szukaniu śladów wiosny i raczeniu się pierwszymi ciepłymi promieniami słońca. Należy też pamiętać, że lasy, to nie tylko produkcja drewna. Spełniają też wiele innych funkcji, w tym dwie bardzo ważne: edukacyjną i rekreacyjną.


Ślady wiosny z wycieczki

Opracowanie oraz zdjęcia na podstawie:
http://www.birdwatching.pl/galerie-autorskie
http://www.koszecin.naszosir.pl
https://wiating.pl/schron-randez-vous/
https://www.slaskie.travel
http://www.peuk.fiiz.pl
https://mapire.eu
https://www.lasy.gov.pl

„Spacerem przez Lubliniec” Jan Fikus
„Lubliniec, z dziejów miasta na Górnym Śląsku” Jan Fikus
zdjęcia własne